Nieprzerobione traumy.
- magicznaprzestrzen

- 8 lip
- 2 minut(y) czytania

Ciemniejsze chwile w życiu przychodzą niezależnie od pracy, jaką nad sobą wykonujemy. Nie jesteśmy istotami skończonymi. Zatem potykamy się i przeszkody. Różnica może polegać na tym jedynie, jak szybko potrafimy się otrząsnąć, podnieść z kolan i pójść dalej. Najlepiej wyciągnąwszy uprzednio wnioski.
Niemniej jednak potykamy się. Pojawiają się niewspierające myśli. Jak bumerang wracają nieprzerobione traumy. Myśli przeradzają się w emocje, które odczuwaliśmy w owych traumatycznych wydarzeniach. A emocje osadzają się w ciele.
Spinamy kark, zaciskamy zęby, żołądek zawiązuje się w supeł. I znowu pojawia się jedyny wybór: uciekać lub walczyć. A jeśli do tego – w wyniku rozregulowanego systemu nerwowego – nas zamrozi, utykamy w starej, dobrze znajomej sytuacji.
Wyzwalaczem może być wszystko, co w jakikolwiek sposób przypomina tę sytuację sprzed lat. Podobne wydarzenie, podobne słowa, podobny zapach lub element wystroju. Wszystko, absolutnie wszystko może nas przerzucić z powrotem w sytuację, z którą sobie nie poradziliśmy.
Ten obraz jest świadectwem takiego przeniesienia. Przeniesienia w poczucie osamotnienia, w poczucie bycia niewidocznym. Jak człowiek Pascala – rzucony w otchłań Wszechświata – z silnym poczuciem swojej odrębności odczuwałam dojmującą samotność. W jakiej mierze była to samotność wyobrażona nie jest w sumie ważne. Nasze myśli i nasze emocje nie są bowiem faktami. Są naszą interpretacją rzeczywistości.
Intrepretujemy ją bowiem cały czas. Wiele czynników wpływa na to, czy nasza interpretacja jest wspierająca, czy wręcz przeciwnie. Głównym czynnikiem jest to, co nas spotkało w dzieciństwie, a wielu twierdzi, że także w życiu prenatalnym. Dostaliśmy od naszych rodziców i opiekunów w „prezencie” ich nieprzerobiony bagaż. Nie było to celowe. Trudno jest bowiem przekazać coś, czego samemu się nie dostało.
Całe szczęście nie jest to niemożliwe. Mamy większy dostęp do wiedzy, wyników badań nad psychiką człowieka. Mamy większy dostęp do specjalistów, którzy mogą nam pomóc w naszym wyzwaniu, problemie, kłopocie.
Poza tym niesiemy na grzbiecie nie tylko nieprzerobione wyzwania naszych rodziców, dziadków itd., ale także sposoby, jakimi próbowali sobie z nimi poradzić. Wyposażyli nas zatem nie tylko w balasty, ale i w żagle, które mogą nas ponieść na inne wody.
Mój obraz jest ciemnym odzwierciedleniem poczucia samotności. Widać na nim jednakże jasne przebłyski nadziei.
Jest róż miłości. Nie do kogoś konkretnego. Miłości jako stan akceptacji, spokoju, radości. Widać złoto jako symbol światłości, piękna. Jest czystość bieli. Jest i błękit wdzięczności.
Nie jest bowiem tak, że sytuacja, w jakiej się znajdujemy, jest całkowita i kompletna. Nie jest tak, że nie ma wyjścia z najtrudniejszych nawet terminów. Nie jest tak, że – gdy ogarnia nas jakiś nastrój – nie można tego zmienić.
Można. Zawsze możemy wrócić do naszego Źródła. Do tego, co jest sednem naszej Istoty.
Nie twierdzę, że jest to proste, szybkie, łatwe. To zwykle jest proces, a jako proces – trwa. Niemniej jednak jest możliwy. I w zasięgu ręki. Od nas samych zależy, czy sięgniemy po swoje zasoby. Od nas samych zależy, czy podejmiemy decyzję o powrocie. Od nas samych zależy, czy zechcemy znowu czuć spokój, harmonię. Od nas zależy, czy dokonamy wyboru.
Wyboru siebie.





Komentarze